Jak wy to robicie, czyli o procesie

Leave a comment
życie

Nauczy­li­śmy się sprze­da­wać pro­ces pro­jek­to­wy jak goto­wy pro­dukt. Obok final­nej wer­sji logo­ty­pu poka­zu­je­my 300 inny­ch, z któ­ry­ch każ­dy róż­ni się od poprzed­nie­go dwo­ma pik­se­la­mi. Na iko­ny, sygne­ty i roz­kła­dów­ki nakła­da­my siat­ki już po fak­cie. Poka­zu­je­my szki­ce na wizu­ali­za­cja­ch ele­ganc­ki­ch note­sów, choć tak napraw­dę bazgra­li­śmy je na kart­ka­ch wycią­gnię­ty­ch z kosza z maku­la­tu­rą.

W ten spo­sób uwo­dzi­my spo­sób klien­ta, ale o praw­dzi­wym pro­ce­sie mówi­my nie­wie­le.

Pro­jek­to­wa­nie to w dużej mie­rze pra­ca usłu­go­wa, więc dąży­my do naj­lep­sze­go efek­tu w moż­li­wie naj­bar­dziej opty­mal­ny spo­sób. Jest wie­le spo­so­bów osią­gnię­cia podob­ne­go wyni­ku. Każ­dy pra­cu­je ina­czej i nie ma jed­nej recep­ty na szczę­ście. Cza­sem dla zaba­wy i wła­snej satys­fak­cji robię wszyst­ko na pie­cho­tę, a cza­sem skra­cam sobie dro­gę. I tych skró­tów nauczy­łam się wła­śnie pod­pa­tru­jąc praw­dzi­wy pro­ces.

Co podpatrzyłam

Odkry­cie kalek i pod­świe­tla­ny­ch sto­łów kre­ślar­ski­ch otwo­rzy­ło mi oczy. Oka­za­ło się, że zamia­st mozol­nie prze­ry­so­wy­wać pew­ne ele­men­ty na oko, moż­na je po pro­stu sko­pio­wać. (Zda­rza mi się też sto­so­wać to roz­wią­za­nie w wer­sji „dla ubo­gi­ch” – sta­ję przed oknem, przy­kle­jam szkic do szy­by i na kolej­nej kart­ce prze­ry­so­wu­ję na czy­sto. Ale uwierz­cie, napraw­dę pro­ściej wysko­czyć do skle­pu po kal­kę.)

Poczu­łam ulgę, obser­wu­jąc pro­fe­sjo­nal­ny­ch kali­gra­fów, któ­rzy robią kil­ka, kil­ka­na­ście a nawet wię­cej podej­ść do tego same­go tek­stu, by potem – już na kom­pu­te­rze – połą­czyć naj­bar­dziej uda­ne wer­sje poszcze­gól­ny­ch słów. Podob­nie, kie­dy zorien­to­wa­łam się, że uży­wa­nie liniusz­ków i wykre­śla­nie linii to nie żad­na ujma, a zwy­kła wygo­da.

Ze zdzi­wie­niem słu­cha­łam o tym, jak cenio­na prze­ze mnie ilu­stra­tor­ka z dużym sta­żem two­rzy zarys kon­struk­cji geo­me­trycz­ny­ch (np. pudeł­ko od zapa­łek w rzu­cie per­spek­ty­wicz­nym) przy uży­ciu linij­ki. Potem popra­wia wszyst­ko swo­bod­ną kre­ską, by kształt miał bar­dziej natu­ral­ny cha­rak­ter. To wszyst­ko nor­mal­ne ele­men­ty pro­ce­su.

Co podpatrzyli inni, mądrzejsi

David Hock­ney, któ­re­go zna­cie pew­nie jako mala­rza, jest też auto­rem fil­mu doku­men­tal­ne­go o sen­sa­cyj­nym tytu­le Wie­dza tajem­na. W pro­gra­mie tym pod­da­je ana­li­zie obra­zy wie­lu mistrzów poczy­na­jąc od van Eyc­ka i poka­zu­je, z jaki­ch narzę­dzi optycz­ny­ch korzy­sta­li (spoj­ler: przede wszyst­kim came­ra obscu­ra). I nie ma w tym nic obra­zo­bur­cze­go! Por­tre­ci­ści czy pej­za­ży­ści daw­ny­ch cza­sów, podob­nie jak pro­jek­tan­ci dzi­siaj, musie­li wywią­zy­wać się ze zobo­wią­zań wobec zle­ce­nio­daw­ców. Tak jak my szu­ka­li sku­tecz­ny­ch roz­wią­zań, a nie odtwa­rza­li jakiś wyide­ali­zo­wa­ny pro­ces powsta­wa­nia dzie­ła.

Była to wie­dza tajem­na, czy­li prze­ka­zy­wa­na w pra­cow­nia­ch, mię­dzy spe­cja­li­sta­mi lub odkry­wa­na samo­dziel­nie meto­dą prób i błę­dów. Oglą­da­jąc goto­wą rze­cz w oto­cze­niu kil­ku szki­ców, trud­no od razu wnio­sko­wać o dokład­nym spo­so­bie jej wyko­na­nia, a co dopie­ro o całym pro­ce­sie, w tym rów­nież myślo­wym.

Co z tego wynika

Gdy­bym więc mia­ła samej sobie sprzed kil­ku lat dać radę, co zro­bić, żeby pusta kart­ka papie­ru czy świe­cą­cy ekran nie wyda­wa­ły się takie prze­ra­ża­ją­ce, powie­dzia­ła­bym: „Prze­stań oglą­dać obraz­ki w inter­ne­cie. Wyj­dź z domu, pra­cuj z ludź­mi i patrz, jak pra­cu­ją. Jedź na warsz­ta­ty. Weź do ręki książ­kę, zmie­rz i odkryj, jak zosta­ła zro­bio­na. Ale przede wszyst­kim prze­stań oglą­dać obraz­ki w inter­ne­cie”.

Ktoś uprzej­my wgrał Secret Know­led­ge Hock­neya na Youtu­be, ale moż­na też wszyst­kie­go dowie­dzieć z książ­ki (opró­cz angiel­skiej jest jesz­cze edy­cja pol­ska).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *