Kłopoty z ligaturą [æ] w pismach kursywnych

komentarze 2
diakrytyki / ligatury / mikrotypografia
Kaligraficzny zapis liter (osobno) „a” oraz „e”

Kiedy kilka lat temu chodziłam na zajęcia z kaligrafii, toczyliśmy z prowadzącym gorące dyskusje dotyczące najlepszych rozwiązań dla zapisu polskich znaków i dwuznaków. The Universal Penman Bickhama, Spencerian Penmanship ani inne popularne książki i wzorniki nie podają odpowiednich rozwiązań, bo nie były tworzone z myślą o języku polskim.

Pamiętam, że gorąco sprzeciwiałam się oddzielaniu ogonków od liter, powołując się na teksty Adama Twardocha. Na szczęście w przypadku języka polskiego zawsze mogę też sięgnąć pamięcią do pisma szkolnego, którego z takim trudem uczyłam się w wieku lat sześciu, plamiąc ręce atramentem cieknącym z pióra chińskiego.

Zawsze myślałam, że polski alfabet jest najbardziej skomplikowany spośród tych opartych na alfabecie łacińskim.

Ale spróbujcie tylko wykaligrafować jedno norweskie zdanie: Vår sære Zulu fra badeøya spilte jo whist og quickstep i min taxi. Przygrywający w taksówce dziwaczny Zulus to norweski pangram, czyli tamtejsza wersja gęślej jaźni. Dla kaligrafa lub projektanta pism, który tworzy pismo kaligraficzne, najbardziej problematycznym znakiem jest tu dwudziesta siódma litera alfabetu norweskiego, czyli æ, która tak naprawdę jest ligaturą a oraz e. Choć znak ten pojawia się też w angielskim, to nie jest tam tak powszechny jak w norweskim. Wystarczy wspomnieć, że æ pojawia się choćby w słowie å være, które znaczy być. W niektórych dialektach już samo æ jest słowem (znaczy ja). Widać więc, że sprawa jest poważna.

Co jednak zrobić, kiedy podstawowy kształt ma jeden poziom?

W przypadku pism, w których a jest dwupoziomowe, nie ma żadnego problemu: znika laseczka przy a, zaś w jej miejsce pojawia się doklejone e. W całej ligaturze łatwo rozpoznać litery, z których została złożona. Dotyczy to zarówno krojów (Minion, Helvetica), jak i stylów kaligraficznych (minuskuła karolińska). Co jednak zrobić, kiedy podstawowy kształt ma jeden poziom? Po usunięciu laseczki i dostawieniu e pojawia nam się ligatura niebezpiecznie przypominająca œ.

Widzę dwa rozwiązania, żadne nie jest idealne. Pierwsze w pewnym sensie ignoruje problem. Glify æœ pozostają podobne, choć nie identyczne. Polega się tu głównie na zdolności odbiorcy do właściwego rozpoznania znaku na podstawie kontekstu. W norweskim takie podejście faktycznie może się sprawdzić, bo ligatura œ po prostu w nim nie występuje (dyftong ten zapisywany jest inaczej, o czym pisałam dawno temu). Trudniej może być jednak z francuskim czy innymi językami, które stosują oba znaki.

Druga metoda zakłada wykorzystanie w ligaturze æ dwupiętrowego a, nawet jeśli zwykłe a jest jednopiętrowe. W ten sposób przestaje być czytelna geneza znaku (połączenie ae), wzrasta jednak jego czytelność. Czasem prowadzi to do powstania kształtów, które – choć nie pozbawione uroku – wydają się jednak obce pismu z natury pozbawionemu dwupiętrowego a, jak ostatnim z powyższych przykładów.

Jedyne, czego jestem w tej chwili pewna, to konieczność dobierania rozwiązań w zależności od języka. Po angielsku można sobie pozwolić na pisanie aesthetics zamiast æsthetics, ale już w przypadku norweskiego czy duńskiego raczej nie.

Na ilustracji: Neuzeit Grotesk, Futura PT, Bambusa, Guess.

Czytaj dalej:
Leksykon typografi.no
Znak æStore norske leksikon

2 Comments

  1. Jest jeszcze jedno rozwiązanie tego problemu znane od średniowiecza. Jest nim 《e caudata, Norwegowie też ponoć stosowali w piśmie.

  2. Zupełnie mi to umknęło. Prawdę powiedziawszy nigdy nie trafiłam na taki zapis w norweskim, ale nie czytałam też nigdy tekstów starszych niż z XIX wieku. E caudata faktycznie pojawia się w „Pierwszm traktacie gramatycznym” z XII wieku, ale tekst dotyczy fonetyki staronordyckiego. Nie wiem, czy fonem i odpowiadający mu znak przetrwały chociażby do średnionorweskiego (od poł. XIV w.), bo po drodze było przynajmniej kilka przypadków zlania się dwóch głosek w jedną, utraty długości itp. Sprawę komplikuje fakt, że norweski przez długi czas był raczej słabym, lokalnym językiem, a przez prawie 300 lat władza mówiła i pisała po duńsku. Współczesny norweski ma wiele wspólnego z duńskim, więc pewnie i do historii duńskiego trzeba by sięgnąć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *