Gdzie chadzam z książkami

komentarze 4
czytelnictwo / Kraków / życie

Naj­le­piej czy­ta się oczy­wi­ście w domu. Moż­na sie­dzieć w pi­dża­mie, ma się nie­ogra­ni­czo­ny do­stęp do na­po­jów, moż­na się za­wi­nąć w koc i przy­brać do­wol­ną po­zy­cję.

Cza­sem jednak coś nas wy­ga­nia: re­mont są­sied­nie­go miesz­ka­nia, ku­szą­ca po­go­da albo zwy­czaj­na po­trze­ba zmia­ny oto­cze­nia. Wte­dy za­bie­ra się książ­kę na spa­cer. Je­śli książ­ka jest opa­sła, to za­bie­ram ją na spa­cer na bal­kon (bo bli­sko) albo na plan­ty Re­to­ry­ka (tyl­ko tro­chę da­lej). Je­śli jest roz­mia­rów prze­cięt­nych bądź nie­wiel­kich, wy­cho­dzę z nią na mia­sto.

Je­stem wiel­ką fan­ką ak­cji Stre­fa Wol­ne­go Czy­ta­nia or­ga­ni­zo­wa­nej pa­rę lat temu przez Fun­da­cję Zna­czy się. Mam w domu kar­to­nik z ich logo (bo i u mnie moż­na czy­tać), sama czy­tu­ję w wie­lu miej­scach wy­mie­nio­nych na ich li­ście. Nie czy­tam jed­nak w tram­wa­jach i au­to­bu­sach (bo pra­wie nimi nie jeż­dżę, a na ro­we­rze czy­tać trud­no). Nie czy­tam też od pew­ne­go cza­su w Cafe Phi­lo. Wią­że się to z pew­ną aneg­do­tą. Usia­dłam kie­dyś w rze­czo­nej ka­wiar­ni z książ­ką (ja­kieś wie­ko­pom­ne dzie­ło na eg­za­min z li­te­ra­tu­ry an­tycz­nej), kel­ner­ka uprzej­mie za­py­ta­ła, czy coś mi po­dać, czy tyl­ko po­sie­dzę i po­czy­tam (wiel­ki plus). Chwi­lę jed­nak póź­niej do mi­je­go sto­li­ka przy­sie­dli się (z bra­ku wol­nych miejsc gdzie in­dziej) dwaj pa­no­wie, któ­rzy uzna­li, że je­śli czło­wiek czy­ta, to zna­czy, że się nu­dzi i trze­ba go za­ba­wiać. Po­zo­sta­ło mi tyl­ko pójść so­bie.

Nie czy­tam też ra­czej w bi­lio­te­kach i czy­tel­niach. Choć bar­dzo do­brze pi­sa­ło mi się pra­ce rocz­ne i ro­bi­ło no­tat­ki z lek­tur po­lo­ni­stycz­nych w Bi­blio­te­ce Ja­giel­loń­skiej, na któ­rej więk­szość mo­ich zna­jo­mych wie­sza­ła psy, to nie wy­da­je mi się to miej­sce od­po­wied­nie do czy­ta­nia dla przy­jem­no­ści.

Gdzie więc czytam?

1. W Mas­so­li­cie na Fe­li­cja­nek. Jest bli­sko, jest ci­cho. Moż­na czy­tać w ka­wiar­ni, je­śli przy­nie­sie się coś swo­je­go, albo ścią­gnąć coś z pół­ki w czę­ści księ­gar­nia­nej. Zi­mą jest zim­no, war­to za­brać do­dat­ko­wy swe­ter. I ma­ją zu­pę.

2. W księ­gar­ni Lo­ka­tor na Mo­sto­wej. Moż­na się wy­cią­gnąć na ka­na­pie albo za­paść w ki­no­wy fo­tel. Znów ci­sza i spo­kój są spo­rym atu­tem. No i wie­le ksią­żek pod rę­ką, gdy­by lek­tu­ra nam się za szyb­ko skoń­czy­ła. Ma­ją Fritz Ko­lę.

3. W No­wej Pro­win­cji na Brac­kiej. Nie jest ci­cho i nie jest pu­sto, a ja­kimś cu­dem gwar nie prze­szka­dza. Czy­ta­nie w NP zo­sta­ło mi chy­ba z cza­sów stu­diów po­lo­ni­stycz­nych, bo zwy­kłam się tam wów­czas za­szy­wać po­mię­dzy za­ję­cia­mi. Ma­ją hu­mus.

Oczy­wi­ście ni­gdy nie wy­pro­wa­dzam na spa­cer cu­dzych ksią­żek. Raz za­bra­łam w skał­ki po­ży­czo­ną książ­kę i oczy­wi­ście zła­pa­ła mnie bu­rza, któ­ra książ­kę cięż­ko do­świad­czy­ła. A Wy? Czy wy­pusz­cza­cie swo­je książ­ki z domu?

4 Comments

  1. Od kiedy muszę dojeżdżać w różne miejsca, sporo czytam w autobusie i ogólnie na mieście w przerwach między różnymi zajęciami, kiedy nie opłaca się wracać do domu. Na ogół jednak wolę czytać w domowym zaciszu (które jednak ma tę wadę, że jest wyposażone w internet, więc czasem odciąga od czytania).

  2. Czytam w Bonie na Kanoniczej. Czasem czytam na Plantach czekając na komunikację miejską. Oczywiście, że czytam w autobusach i tramwajach (jakieś dwie godziny mojego życia to dojazdy). Czytam na balkonie. Czytam w schronisku na Maciejowej. Czytam w parku, ostatnio parku Chopina w Gliwicach i w ich Palmiarni – szczególnie zimą. A poza tym czytam na kanapie i w łóżku (mam dobrą lampkę do czytania)

  3. Czytam idąc do pracy i wracając z niej. Kiedy idę do pracy, wcale nie wpadam na słupy i ludzi idących w przeciwnym kierunku. Zawsze idę tak samo, słupy stoją w tych samych miejscach, a ludzie idący w przeciwnym kierunku mają tak samo stałe trasy, jak ja. Kiedy wracam z pracy bywa trudniej: często jest już ciemno, więc uprawiam gimnastykę z książką, łapiąc światło z mijanych latarni; czasem, jak dziś, czytam sobie na głos, ale pod nosem, bo tak, nawet jeśli braknie na chwilę światła, trudniej zgubić bieg zdania. W kawiarniach czytać nie lubię. To znaczy, zależy w których. Nie czytam w Nowej Prowincji, bo lubię rozmawiać, więc chodzę tam raczej pisać magisterkę, bo przy tym nie trzeba ciszy i spokoju (to zresztą brama obok podobno). Na studiach chodziłam poczytać na Gołębią Czy, ale jakoś mi przeszło. Chodziłam też czytać w słońcu w Parku Jordana na kocyk (też w czasach wiekopomnych dzieł literatury antycznej!). Ale ja w ogóle chyba czytam raczej mało. Choć teraz ta notka mnie wyrwała z lektury w mym własnym wygodnym łóżeczku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *