Projektowanie wbrew trendom, czyli cudze porady

Leave a comment
wystawy i warsztaty / życie
Projektowanie pod prąd

Pamię­ta­cie, jak kil­ka lat temu popu­lar­ny był font Museo? Uży­łam go wte­dy na okład­ce książ­ki. I na pla­ka­cie. I w logo­ty­pie. I już wię­cej tak nie zro­bię.

Nauczy­łam się wte­dy dwó­ch rze­czy. Po pierw­sze, zbyt cha­rak­te­ry­stycz­ne liter­nic­two nie zawsze jest opty­mal­nym roz­wią­za­niem. Po dru­gie, prze­lot­ne, ale wszech­ogar­nia­ją­ce mody w pro­jek­to­wa­niu są naj­gor­sze. Zaś naj­lep­szy zestaw porad doty­czą­cy­ch tego, jak unik­nąć wpa­da­nia w kole­iny wyżło­bio­ne przez pro­jek­to­we tren­dy, usły­sza­łam we wto­rek od Prze­mka Dębow­skie­go na spo­tka­niu w Księ­gar­ni pod Glo­bu­sem. Poni­żej notu­ję, co z tego wszyst­kie­go zapa­mię­ta­łam.

Przyszpilić trend i go odwrócić

Dzię­ki takim narzę­dziom jak trendlist.org łatwo ziden­ty­fi­ko­wać nasi­la­ją­ce się zja­wi­ska i wpły­wy. Może­my więc spraw­dzić, czy tyl­ko my lubi­my sto­so­wać ram­ki, czy też mimo­wol­nie pod­le­ga­my tej samej modzie, co tysią­ce inny­ch osób. Potem wystar­czy świa­do­mie pro­jek­to­wać w spo­sób prze­ciw­ny do zauwa­żo­ne­go tren­du.

Wrócić do korzeni

W przy­pad­ku pro­jek­to­wa­nia książ­ki takim źró­dłem, do któ­re­go zawsze moż­na się­gnąć, jest kla­sycz­na rene­san­so­wa typo­gra­fia. Trzy­ma­nie się jej reguł gwa­ran­tu­je, że wszyst­ko będzie zro­bio­ne porząd­nie, a jed­no­cze­śnie stwo­rze­nie cze­goś nowe­go w tym obsza­rze sta­no­wi nie­złe wyzwa­nie.

Mieć swojego bzika

Pomoc­ne jest odwo­ły­wa­nie się do takie­go sty­lu czy okre­su w pro­jek­to­wa­niu, któ­ry nie­zmien­nie nas fascy­nu­je (Prze­mek Dębow­ski podał ame­ry­kań­skie pro­jek­to­wa­nie lat 90. jako wła­sny przy­kład). Taka okre­ślo­na sty­li­sty­ka czy spo­sób opo­wia­da­nia, któ­ry jest w pewien spo­sób zamknię­ty i skoń­czo­ny, ale też zgod­ny z naszym gustem, sta­no­wi kotwi­cę, do któ­rej może­my wra­cać, by pod­pa­try­wać roz­wią­za­nia.

***

Pisząc bar­dziej ogól­nie o róż­ny­ch zja­wi­ska­ch w pro­jek­to­wa­niu, powin­nam też przy­to­czyć (znów z pamię­ci, więc nie­do­kład­nie) sło­wa Mar­ka Paw­łow­skie­go, któ­ry na tym samym spo­tka­niu radził, by za każ­dym razem, gdy coś nam się podo­ba, zatrzy­mać się i zasta­no­wić, dla­cze­go tak jest. W ten spo­sób uni­ka­my śle­pe­go naśla­dow­nic­twa i lepiej rozu­mie­my dzia­ła­nie poszcze­gól­ny­ch ele­men­tów języ­ka gra­ficz­ne­go. Kolej­ny dowód na to, że ucze­niu się poprzez patrze­nie nie ma koń­ca.

Technika i materiał mają znaczenie

Leave a comment
druk / projekty własne
zaproszenia_main

Uwiel­biam pro­jek­to­wać zapro­sze­nia ślub­ne i inne dru­ki oko­licz­no­ścio­we. To zawsze bar­dzo indy­wi­du­al­ne zamó­wie­nia zwią­za­ne z róż­ny­mi waż­ny­mi wyda­rze­nia­mi. Coś zupeł­nie inne­go niż ulot­ki szkół języ­ko­wy­ch roz­da­wa­ne na skrzy­żo­wa­niu pod Baga­te­lą.

Świat zapro­szeń ślub­ny­ch to dla mnie kra­ina tra­dy­cyj­ny­ch tech­nik i wyso­kiej jako­ści mate­ria­łów. Moż­na poku­sić się o kali­gra­fię albo druk typo­gra­ficz­ny. Nie uwa­żam tego za sno­bi­zm. Prze­ciw­nie – cho­dzi o to, by się­gnąć po środ­ki sto­sow­ne do oka­zji.

Może to jeden z nie­licz­ny­ch obsza­rów pro­jek­to­wa­nia, gdzie jako­ść mate­ria­łu i wyko­na­nie mają jesz­cze zna­cze­nie. Ba, nie­jed­no­krot­nie odgry­wa­ją głów­ną rolę! Zachwa­la­jąc przy­szłe­mu panu mło­de­mu let­ter­press, mówi­łam, że to tech­ni­ka, któ­rą byle co moż­na wydru­ko­wać, a i tak wyj­dzie ele­ganc­ko. To nie do koń­ca praw­da.

Jed­nak druk typo­gra­ficz­ny wymu­sza lub wspie­ra pew­ne decy­zje, któ­re wycho­dzą pro­jek­to­wi na dobre.

Ogra­ni­cze­nie licz­by kolo­rów, zadruk jed­no­stron­ny, zacho­wa­nie odpo­wied­ni­ch odle­gło­ści mię­dzy ele­men­ta­mi, czy­sta linia (gra­fi­ka wek­to­ro­wa), uni­ka­nie apli i gra­dien­tów – to wszyst­ko kie­ru­je nas w stro­nę okre­ślo­nej sty­li­sty­ki. Typo­gra­fii nie moż­na też robić na byle czym – trze­ba wziąć pod uwa­gę chłon­no­ść papie­ru czy powsta­ją­ce w pro­ce­sie dru­ku tło­cze­nia.

Wystar­czy popra­co­wać tro­chę z takim papie­rem baweł­nia­nym albo z dobrym papie­rem kali­gra­ficz­nym i zupeł­nie zmie­nią nam się stan­dar­dy. Dotyk gięt­kiej i śli­skiej kre­dy może nawet po czymś takim budzić lek­kie obrzy­dze­nie – niczym wil­got­ny wore­czek folio­wy. W rama­ch tera­pii cho­dzę potem do skle­pu z zabaw­ka­mi na Grodz­kiej i doty­kam drew­nia­ny­ch samo­cho­dzi­ków albo porząd­nie uszy­ty­ch plu­sza­ków, któ­re następ­nie kupu­ję wszyst­kim dzie­ciom zna­jo­my­ch. Nie­ch pozna­ją tę róż­ni­cę w doty­ku mię­dzy rze­czą wyko­na­ną ze szla­chet­ne­go mate­ria­łu a pro­duk­cją maso­wą.

My też powin­ni­śmy się jej uczyć. To jest pod­sta­wa naszej kul­tu­ry mate­rial­nej.

Tak jak wole­li­by­śmy mieć pościel z lnu lub dobrej baweł­ny zamia­st cien­kie­go polie­stru, jak przy­jem­niej jeść z solid­nej cera­mi­ki niż z papie­ro­we­go tale­rza, tak zupeł­nie ina­czej odbie­ra się zapro­sze­nie, kata­log czy inny druk, gdzie o jako­ść zadba­no już u pod­staw.

Lubię patrzeć na twa­rze ludzi, któ­rzy po raz pierw­szy doty­ka­ją let­ter­pres­so­wy­ch zapro­szeń albo przy­glą­da­ją się, jak bez szar­pa­nia papie­ru bie­gnie w górę ostro zakoń­czo­na sta­lów­ka. Ale jesz­cze bar­dziej lubię dosta­wać ład­nie dru­ko­wa­ne wizy­tów­ki albo prze­glą­dać holen­der­skie książ­ki i nie mia­ła­bym nic prze­ciw­ko, gdy­by zda­rza­ło mi się to czę­ściej. Ale i w dru­gą stro­nę – chcia­ła­bym też móc wię­cej pro­jek­to­wać z myślą o szla­chet­ny­ch tech­ni­ka­ch i solid­ny­ch mate­ria­ła­ch. Nie tyl­ko od świę­ta, ale i na co dzień. Bo czy napraw­dę potrze­bu­je­my spe­cjal­nej oka­zji, żeby było dobrze i ład­nie?

Zapro­sze­nia dru­ko­wa­łam, jak więk­szo­ść nie­ty­po­wy­ch rze­czy, w kra­kow­ski­ch Kolo­ra­ch, bo jest dobrze i bli­sko. Nie jest szyb­ko i tanio, ale sza­leń­stwem było­by tego ocze­ki­wać.

Rebusy od projektantów, czyli Druga Ogólnopolska Wystawa Znaków Graficznych

Leave a comment
branding / Kraków / wystawy i warsztaty
owzg_stroj

Nie spo­sób zaprze­czyć, że logo­ty­py są istot­ną czę­ścią współ­cze­snej kul­tu­ry wizu­al­nej. Wraz z demo­kra­ty­za­cją narzę­dzi pro­jek­to­wy­ch i upo­wszech­nia­niem się nie­gdyś spe­cja­li­stycz­nej wie­dzy rośnie ogól­ne zain­te­re­so­wa­nie gra­fi­ką, a tak­że poczu­cie, że każ­dy tro­chę się na pro­jek­to­wa­niu zna. Trud­no wyobra­zić sobie lep­szy moment do zor­ga­ni­zo­wa­nia Dru­giej Ogól­no­pol­skiej Wysta­wy Zna­ków Gra­ficz­ny­ch.

Tak napraw­dę w rama­ch dru­giej wysta­wy pre­zen­to­wa­na jest rów­nież pierw­sza – cało­ść mate­ria­łu obej­mu­je zna­ki pre­zen­to­wa­ne na Pierw­szej Ogól­no­pol­skiej Wysta­wie Zna­ków Gra­ficz­ny­ch w 1969 roku oraz nowe pra­ce z lat 2000–2015.

Oglą­da­nie czę­ści moder­ni­stycz­nej to zwy­czaj­nie świet­na zaba­wa.

Ze wzglę­du na syn­te­tycz­ny i sym­bo­licz­ny cha­rak­ter pro­jek­tów z tego okre­su, odcy­fro­wu­je się je niczym rebu­sy. Bez zna­jo­mo­ści kon­tek­stu trud­no nie­raz przy­pi­sać znak do kon­kret­ne­go przed­się­bior­stwa, ale kie­dy doczy­ta­my już, że cho­dzi na przy­kład o Zakła­dy Prze­my­słu Dzie­wiar­skie­go „San­dra”, to może­my z satys­fak­cją stwier­dzić, że – owszem – widzi­my i wrze­cio­no, i lite­rę S, takie z nas bystrza­ki.

owzg_cale

Praw­dzi­wą grat­ką jest jed­nak moż­li­wo­ść zoba­cze­nia nie­zre­ali­zo­wa­ny­ch pro­jek­tów kon­kur­so­wy­ch – np. dla PKP czy Towa­rzy­stwa Przy­ja­ciół War­sza­wy – obok tych, któ­re zosta­ły wdro­żo­ne i zapi­sa­ły się w naszej świa­do­mo­ści. Zwy­kle aktu­al­ny logo­typ funk­cjo­nu­je w naszej gło­wie jako jedy­ny popraw­ny. Stąd tak czę­ste narze­ka­nie na każ­dy rebran­ding czy odświe­że­nie wize­run­ku (pamię­ta­cie, kie­dy Spo­ti­fy zmie­ni­ło kolor?). Porów­na­nie prac kon­kur­so­wy­ch z tego same­go okre­su to świet­ny spo­sób na uświa­do­mie­nie sobie, że dany pro­blem pro­jek­to­wy moż­na roz­wią­zać na kil­ka, czę­sto rów­nie dobry­ch, spo­so­bów. To tak­że przy­po­mnie­nie, że kon­kur­sy, prze­tar­gi i licz­ne nie­po­ro­zu­mie­nia z klien­ta­mi zawsze były czę­ścią pra­cy pro­jek­tan­tów. Pozo­sta­je mi tyl­ko zacy­to­wać aneg­do­tę z kata­lo­gu wysta­wy, któ­ra doty­czy jed­ne­go z naj­bar­dziej zna­ny­ch pol­ski­ch zna­ków gra­ficz­ny­ch – skar­bon­ki PKO autor­stwa Karo­la Śliw­ki:

począt­ko­wo bank odrzu­cił pro­po­zy­cję sto­so­wa­nia go jako ofi­cjal­ne­go zna­ku. Sprze­ciw wyra­zi­ła sprzą­tacz­ka, któ­rej pro­jekt nie przy­pa­dł do gustu (…). [Pogru­bie­nie moje.]

owzg_warszawa

Naj­bar­dziej ude­rza­ją­cą róż­ni­cą mię­dzy czę­ścią współ­cze­sną a wysta­wą z 1969 roku jest nie tyle zasto­so­wa­nie kolo­ru (wszyst­kie sta­re zna­ki są czar­no-bia­łe), ale rola typo­gra­fii. Stan­dar­dem jest dzi­siaj pro­jek­to­wa­nie sygne­tu czy zna­ku razem z towa­rzy­szą­cym mu napi­sem (peł­ną nazwą lub nazwą i dopi­skiem). Pra­ce z pierw­szej wysta­wy to, jeśli pomi­nąć te bazu­ją­ce na kali­gra­fii, nie­mal wyłącz­nie for­my gra­ficz­ne. Zaś w przy­pad­ku pro­jek­tów współ­cze­sny­ch typo­gra­fia i znak są ze sobą tak zwią­za­ne, że nie­raz trud­no je od sie­bie oddzie­lić (fla­go­wym przy­kła­dem Mr. Hovob­ta).

Naj­le­piej widać to w kata­lo­gu. Sama wysta­wa zosta­ła bowiem zaaran­żo­wa­na w taki spo­sób, by wszyst­kie zna­ki pre­zen­to­wa­ne były na rów­ny­ch pra­wa­ch: czar­no-bia­łe for­my gra­ficz­ne lub kali­gra­ficz­ne na bia­łym tle, bez dodat­ko­wy­ch ele­men­tów. To nie­co sztucz­na sytu­acja. Z nie­któ­ry­mi z pre­zen­to­wa­ny­ch zna­ków obcu­je­my prze­cież na co dzień: widzi­my je na sta­cji ben­zy­no­wej albo umiesz­cza­my w smut­nym pasku logo­ty­pów na dole pla­ka­tu. Jed­nak dzię­ki temu, że zosta­ły wyeks­po­no­wa­ne w prze­strze­ni wysta­wien­ni­czej i nie muszą kon­ku­ro­wać z inny­mi kształ­ta­mi, może­my w peł­ni doce­nić ich traf­no­ść czy uro­dę. I choć­by dla­te­go war­to się wybrać do Bun­kra Sztu­ki tej jesie­ni.

owzg_suchar

Slow reading

comment 1
czytelnictwo / życie
slow_reading

Goodre­ads – apli­ka­cja, w któ­rej odno­to­wu­ję książ­ki aktu­al­nie czy­ta­ne oraz te, któ­re zamie­rzam prze­czy­tać – zachę­ca mnie do wyzna­cza­nia sobie celów. „Ile ksią­żek pla­nu­je­sz prze­czy­tać w tym roku?” – pyta mnie zawsze, gdy nad­cho­dzi sty­czeń.

Z biz­ne­so­we­go punk­tu widze­nia takie dzia­ła­nia są zro­zu­mia­łe. Two­rzy­my spo­łecz­no­ść, doda­je­my aspekt gry­wa­li­za­cji, przy­wią­zu­je­my do sie­bie użyt­kow­ni­ka. Nic nad­zwy­czaj­ne­go, a jed­nak we mnie budzi ogrom­ną nie­chęć.

Być może to spóź­nio­ny żal polo­nist­ki, któ­ra kar­nie prze­czy­ta­ła wszyst­ko z listy lek­tur. Być może to iry­ta­cja, że cią­gle mamy chcieć wię­cej, zamia­st chcieć lepiej.

Coraz czę­ściej po skoń­cze­niu książ­ki chcę ją natych­mia­st prze­czy­tać jesz­cze raz.

Tro­chę się oba­wiam, że to zwy­kły brak sku­pie­nia – koń­czę i wyda­je mi się, że tyl­ko prze­bie­głam wzro­kiem po lite­ra­ch. Ale jakaś czę­ść mnie wie­rzy, że to po pro­stu chęć lep­sze­go zro­zu­mie­nia. Dru­gi raz wstęp meto­do­lo­gicz­ny czy­ta­my, mając w pamię­ci efek­ty jego zasto­so­wa­nia. Powie­ść kry­mi­nal­na przy kolej­nej lek­tu­rze uka­zu­je wąt­ki i pod­po­wie­dzi, któ­ry­ch wcze­śniej nie byli­śmy w sta­nie dostrzec.

Zupeł­nie oso­bym tema­tem jest wra­ca­nie do ksią­żek prze­czy­ta­ny­ch kil­ka lat wcze­śniej. Cza­sem wyda­je mi się, że cią­gle nie doro­słam do Brin­ghur­sta.

Może zresz­tą nie cho­dzi o to, żeby wszyst­ko czy­tać dwa razy, ale o to, by czy­tać uważ­niej. Nie tyle powo­li, co bar­dziej kry­tycz­nie i z namy­słem. Nie tyle zwra­ca­jąc uwa­gę na zna­ne nam moty­wy, ale sta­ra­jąc się dowie­dzieć cze­goś nowe­go. Praw­dę mówiąc tego same­go życzy­ła­bym sobie w pro­jek­to­wa­niu – robić mniej, za to lepiej.

Mod­nie brzmią­ce hasło slow reading ukuł Artur.